sobota, 22 sierpnia 2009

Eurotrip '09 - dzień siódmy




Belgia - Brugge 
Holenderska przygoda nie miała trwać wiecznie. 

Po zwiedzeniu większych miast (Leiden, Amsterdam, Edam, Haga, Gouda, Alkmaar i Rotterdam - to ostatnie głównie z samochodu) postanowiliśmy wyruszyć dalej na zachód. Przez Belgię aż do Francji...

Taki był plan.

A jego realizacja ? 
Jest takie powiedzenie - 
pójść na żywioł ...


Będąc w Holandii mieliśmy przynajmniej przewodnik. 
W dalszej podróży mogliśmy się  posłużyć co najwyżej mapą samochodową.
Dlatego jeszcze ostatniej nocy w Zandvoort napisałam do znajomej, która studiowała w Belgii , aby poleciła nam jakieś warte odwiedzenia miejsca. 
-Antwerpia, Brugia i Bruksela oczywiście.


. B r u k s e l a .

Po niezwykle rozleniwiających podróżach wzdłuż Holandii, gdzie każdy kierowca jest uprzejmy, jeździ zgodnie z przepisami i zwykle nie szybciej niż 60km/h - wjazd do tego miasta był czymś koszmarnym. 
Na drogach łatwo się pogubić, a nie daj boże zrobilibyśmy to... -klaksony szły w ruch!
Ostatecznie nie zatrzymaliśmy się w Brukseli i nie zwiedziliśmy jej też nawet "z auta", jak to mieliśmy w planach...  

Pojechaliśmy natomiast na poszukiwanie campingu w Brugge. 


























. B r u g i a .





Jako że Belgia słynie z pralinek - uznaliśmy, że wizyta w muzeum czekolady to niemal obowiązek.


Tam miałam okazje zrewidować swoje poglądy na temat owocu kakaowca, który w moich wyobrażeniach był maleńkim ziarnem o rozmiarach migdała...--->

























Brugge mnie urzekło.

Spacer po tym mieście był iście przyjemny...
















...a tamtejsze piwo przepyszne ! Mimo, że zasmakowanie go na rynku słono nas kosztowało ;)

Polecam  
L E F F E  B l o n d e !












































































































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz