sobota, 22 sierpnia 2009

Eurotrip '09 - dzień dwunasty





Holandia- Maastricht 
Kolejne duże miasto na naszej trasie (w zasadzie to już na trasie powrotnej do Polski). Kolejne przypadkowo wybrane...
 
Wjeżdżając do Maastricht mieliśmy nawet niemałe wątpliwości w jakim Państwie właściwie się znajdujemy, ze względu na jego bliskie położenie w stosunku do granicy z Belgią. Na szczęście jakaś uprzejma osoba 'z ulicy' rozwiała nasze wątpliwości 
- N e d e r l a n d, 
aczkolwiek wydawała się nieco zdziwiona gdy usłyszała : 
-'Przepraszam, w jakim Państwie jesteśmy?'
 
...No cóż geografia nigdy nie była moją mocną stroną (najwyraźniej moich współtowarzyszy również ;) )








Coffeeshopy wzdłuż ulic miasta szybko rozwiałyby nasze wątpliwości tak czy inaczej.






Camping na którym zatrzymaliśmy się był miejscem nietypowym, ale wybornym. Duży obszar przynależny do namiotu,  hasające w około zające (kradnące kanapki) i straszące wampirzymi oczami w nocy,...



 ...jeżyki próbujące wcisnąć się w nocy na gapę do namiotu,






a w zagrodzie kozy , sarny - 
-  Istny   Z W I E R Z Y N I E C   :) 















































W samym mieście jak zwykle przyjęliśmy zasadę zobaczymy gdzie nas nogi zaprowadzą (często zajęci czym innym)...















































...i zaprowadziły nas na wieżę kościoła
S i n t-J a n s k e r k




Sama wieża w kolorze krwistej czerwieni widoczna już z oddali.






 

A widoki jak to zwykle z takimi miejscami bywa - godne polecenia
zwłaszcza przy słonecznej pogodzie jaka powitała nas w Maastricht.






















































































































 














































 
mała sesja zdjęciowa na pamiątkę i czas na dół...
   
































...a na dole relaks nad rzeką Mozą. 






































































Na ulicach Maastricht można spotkać naprawdę dziwne instrumenty ...
... i równie dziwne miejsca parkingowe dla rowerów.






















Warto wspomnieć, że w Maastricht na końcu ulicy Brusselsestraat znaleźć można jedyny coffeeshop, który nie przytłaczał obskórnością tych miejsc 

* H e a v e n * 





W zasadzie bardziej wyglądał on jak kawiarnia i tak się w nim czułam dzięki uroczemu tarasowi i pysznym słodkim shake'om. 









Forty 
Sint-Pietersberg










































Po powrocie na camping - koniecznie należy się pożywić i zrelaksować... 
 




























***
DODATEK SPECJALNY ...
Tak, to o tych oczach była mowa wcześniej ;P 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz