Holandia- Maastricht
Kolejne duże miasto na naszej trasie (w zasadzie to już na trasie powrotnej do Polski). Kolejne przypadkowo wybrane...
Wjeżdżając do Maastricht mieliśmy nawet niemałe wątpliwości w jakim Państwie właściwie się znajdujemy, ze względu na jego bliskie położenie w stosunku do granicy z Belgią. Na szczęście jakaś uprzejma osoba 'z ulicy' rozwiała nasze wątpliwości
- N e d e r l a n d,
aczkolwiek wydawała się nieco zdziwiona gdy usłyszała :
-'Przepraszam, w jakim Państwie jesteśmy?'
...No cóż geografia nigdy nie była moją mocną stroną (najwyraźniej moich współtowarzyszy również ;) )
Coffeeshopy wzdłuż ulic miasta szybko rozwiałyby nasze wątpliwości tak czy inaczej.
Camping na którym zatrzymaliśmy się był miejscem nietypowym, ale wybornym. Duży obszar przynależny do namiotu, hasające w około zające (kradnące kanapki) i straszące wampirzymi oczami w nocy,...
...jeżyki próbujące wcisnąć się w nocy na gapę do namiotu,
a w zagrodzie kozy , sarny -
- Istny Z W I E R Z Y N I E C :)
- Istny Z W I E R Z Y N I E C :)
W samym mieście jak zwykle przyjęliśmy zasadę zobaczymy gdzie nas nogi zaprowadzą (często zajęci czym innym)...
...i zaprowadziły nas na wieżę kościoła
S i n t-J a n s k e r k
Sama wieża w kolorze krwistej czerwieni widoczna już z oddali.
A widoki jak to zwykle z takimi miejscami bywa - godne polecenia
zwłaszcza przy słonecznej pogodzie jaka powitała nas w Maastricht.
mała sesja zdjęciowa na pamiątkę i czas na dół...
...a na dole relaks nad rzeką Mozą.
Na ulicach Maastricht można spotkać naprawdę dziwne instrumenty ...
... i równie dziwne miejsca parkingowe dla rowerów.
* H e a v e n *
W zasadzie bardziej wyglądał on jak kawiarnia i tak się w nim czułam dzięki uroczemu tarasowi i pysznym słodkim shake'om.
Forty
Sint-Pietersberg
Po powrocie na camping - koniecznie należy się pożywić i zrelaksować...
***
DODATEK SPECJALNY ...
Tak, to o tych oczach była mowa wcześniej ;P 
























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz